30 maja 2006

Brzydkie jest piękne i skuteczne

Źródło: Rzeczpospolita
30.05.2006

BIOLOGIA: Słaba płeć nie zawsze wybiera najbardziej atrakcyjnych partnerów

Na pierwszy rzut oka hipoteza "seksownego syna" wydaje się spójna. Według tej teorii biologii ewolucyjnej synowie kobiety która wybrała pięknego partnera, odziedziczą powaby ojca.

A zatem także synowie będą mogli przebierać w partnerkach, umożliwiając mamie sukces: sprawią, że zostanie babcią.

Kiedy jednak naukowcy zajęli się samcami ptaków muchołówek, których ojcowie prezentowali wzór ptasiej urody, okazało się, że prawidłowość taka wcale nie zachodzi.

Synowie "nie odziedziczyli atrakcyjności seksualnej ojców" - napisali szwedzcy badacze w artykule zamieszczonym w czasopiśmie "American Naturalist". W rezultacie ich mama miała mniej wnucząt niż samiczki, które zadowoliły się mniej atrakcyjnymi samczykami. Przystojniacy byli tak zajęci podbojami, że nie mieli czasu na wychowanie potomstwa. Brzydsi okazali się lepszymi ojcami, wychowali synów, którzy osiągnęli większy sukces rozrodczy.

Po rozwinięciu teorii, według której organizmy zmieniają się dzięki doborowi naturalnemu, Darwin skierował swe myśli w stronę zagadnień związanych z płcią. "Ponieważ osobniki żeńskie produkują niewiele komórek jajowych, ich najlepsza strategia polega na wyborze "najwyższej jakości" samców jako partnerów" - napisał w 1871 roku.

W ten sposób ich potomstwo także obdarzone będzie najlepszymi cechami. Przetrwa i osiągnie sukces reprodukcyjny.

Teorię doboru płciowego, mówiącą, że samice wybierają samców z najlepszymi genami, przywołuje się najczęściej przy wyjaśnianiu, dlaczego pawie mają rokokowe ogony, a jelenie potężne rogi. Żadna z tych cech nie ma znaczenia dla przetrwania tych zwierząt. Samice jednak wybierają samców nimi obdarzonych, wywierając tym samym nacisk selekcyjny, prowadzący do coraz wyraźniejszego uwypuklania owych cech.

Tak przynajmniej twierdzą podręczniki. Ale zachowanie reprodukcyjne niektórych gatunków nie poddaje się darwinowskiej teorii doboru płciowego. Zamiast wybierać partnerów, którzy poprawią genetyczną jakość ich potomstwa, samice dokonują wyborów prowadzących do zwiększenia liczby potomstwa.

Jak wykazały badania muchołówek, kopulacja z "seksownym" samcem niekoniecznie prowadzi do bardzo licznego potomstwa. Samice świerszczy kopulują z prawie każdym samcem, który ma na to ochotę.

Tak więc przez "rozwiązłość", a nie przez wybór najlepszego samca zwiększają genetyczną różnorodność swego potomstwa. Samice innych gatunków też nie są aż tak zauroczone atrakcyjnością ewentualnych partnerów, jak mówi teoria. Podczas gdy dwa jelenie o potężnych rogach zajęte są walką, łania spieszy złączyć się z trzecim, gorzej wyposażonym.

Demonstrowanie wdzięków i rywalizacja z innymi samcami nie jest, jak myślał Darwin, najlepszą strategią reprodukcyjną. U niektórych gatunków większy sukces przynosi współpraca. Okonie błękitnoskrzele tworzą trójkąty złożone z samicy, jednego dużego samca - obrońcy terytorium, i jednego małego samca, który podstępem zakrada się w obręb tego terytorium, kiedy samica składa ikrę. Daje to małemu spryciarzowi szanse zostania tatą.

Problem z doborem płciowym polega na tym, że teoria Darwina nie wyjaśnia zachowania w populacji cech przekazywanych przez gorzej wyposażonych samców. Jeśli samica wybiera samca z najlepszymi cechami, jak głosi teoria, to w którymś kolejnym pokoleniu wszystkie samce powinny mieć ogony, za które warto oddać życie. A przecież nie mają.

Sharon Begley tłum. Monika Swadowska

1 Comments:

Blogger lunatyczka said...

To chyba jasne, że dla gatunku, który jest w stanie wyprodukować więcej potomstwa liczy się ilość a nie jakość, tak więc wybór ojca/ojców przez samicę jest dość przypadkowy. To u zwierząt, które mają małe mioty istnieje taka właściwość, że samica wybiera partnera skrupulatniej, w konsekwencji wybierając tego najbardziej atrakcyjnego. Ah, ci naukowcy.Chyba nie mają co robić. A zresztą ciekawa jestem jakie kryteria musi spełnić "atrakcyjny" samiec muchówki...

12:25 AM  

Prześlij komentarz

<< Home